Jaki ty jestes elokwentny i przy kasie...
Jasne - wszyscy kupujacy nowe mieszkania po jakies 3000zl za metr to
biedaczki, ktorzy nie maja na chleb. To oczywiste, ze taksa, i inne
oplaty to zdzierstwo, ale przynajmniej jak juz ma sie ten akt, to nie
jest sie w sytuacji klientow jednego developera z Wroclawia, ktorego
syndyk wystawil zamieszkane mieszkania na sprzedaz. Obecni mieszkancy
moga je sobie kupic (a oczywistym jest, ze developerowi tez zaplacili).
A to wcale nie jest takie proste jak Ci sie wydaje.
Co nie jest proste? Pojsc do notariusza? To jest bardzo proste.
Jesli sie ma mozliwosc szybkiego podpisania aktu, to sie to robi.
Ile mozna zyskac opozniajac podpisanie:
zalozmy, ze taksa i inne oplaty to 10000zl (duzo, z reguly jest to
mniej), a za mieszkanie placimy 200000zl. Chcemy zwlekac 6 miesiecy.
10000 mozna ulokowac na 5% w skali roku, lub nie majac tych pieniedzy
pozyczyc na 30% w skali roku (takie, mam nadzieje nie oderwane od
rzeczywistosci, rachunki). Mamy zatem zysk z odsetek przy lokacie 250zl,
lub przy pozyczce 1500zl.
Czyli preciwstawmy 1500 do 200000; 0.75%: tyle kosztuje nas
"ubezpieczenie" od sytuacji, kiedy developer np. obciazy hipoteka
"nasze" mieszkanie. Moze? Jak najbardziej. Przeciez jest jego.