Kolejny raz spotykam sie z opinia ze budynkom typu kanadyjczyk nie
przeszkadza ze np. w zimie kompletnie wychlodzony budynek jest ogrzany np.
tylko na kilka dni (sylwester, ferie) a pozniej znowu stoi bez ogrzewania do
wiosny i sciany nie przemarzaja...
niby w tym siedze ale zaczelo mnie to zastanawiac na powaznie...
poprosze grupowiczow o opinie ...
Andrzej
To zalezy. Moim zdaniem, popartym nastoletnim pobytem w Usa (ale to ta sama
technologia), jest w tym wiele prawdy ale pod pewnymi warunkami.
Otoz pierwsze, sposob ogrzewania. Jesli gosciu ma ogrzewanie powietrzne,
rozprowadzane "duktami" na salony, to mamy jeden problem z glowy bo nie trzeba
spuszczac wody z kaloryferow.
Drugi problem samej wody, ktora zostaje w kiblach, rurach itp. i ja trzeba
spuszczac no bo general mroz nie tylko rury ale i te kible normalnie roz...li.
Wiec najcesciej robi sie tak, ze utrzymuje sie w domu temperature rzedu kilku
stopni powyzej zera i wtedy przed sylwestrem, zdalnie lub recznie podkreca sie
termostat czy termostaty w kazdym pomieszczeniu i "za chwile" cieplo jak w
bajce.
Pojemnosc cieplna scian jest w stosunku do murowanych o wiele mniejsza
(praktycznie sama plyta KG) zatem proces nagrzewania domu nie trwa dluzej jak
godzine, gora dwie.
Taka "technika" jest mozliwa dzieki duzej niezawodnosci i swoistym
dopracowaniu zasilanych olejem systemow grzewczych tak, ze praktycznie mozna
im zaufac na dlugie zimowe miesiace.
Czesto tez spotyka sie ogrzewanie elektryczne (prad tu jest relatywnie tani)
Ja tez mam takie i wtedy to juz praktycznie nie ma zadnej obawy zmarzniecia
domu.
W drozszych rezydencjach oczywiscie dziala jeszcze system alarmowy a i sluzby
co jakis czas sprawdzaja czy ten alarm nie zamarzl.
Jesli nie planuje sie sylwestra to normalnie zabezpiecza sie dom na zime tak
jak u nas w Polsce, spuszcza wszelka wode z instalacji, zamyka dom na klucz i
niech sobie to wtedy marznie do oporu; nic sie temu zlego nie podzieje.
Pzdr.